Jakub Sowiński
Robert Kubica nie ukończył niedzielnego wyścigu podczas GP Japonii. Polak zjechał z toru już podczas trzeciego okrążenia, ponieważ nie miał tylnego prawego koła. Okazało się, że przez źle dokręconą śrubę koło odpadło. Jazda trójkołowym bolidem okazała się dla Roberta niewykonalna, więc zjechał bolidem na pobocze, wysiadł, wzruszył ramionami i poszedł do garażu, kończąc swoją przygodę z japońskim torem w tym sezonie.
Brutalny koniec marzeń o zwycięstwie w tym wyścigu był o tyle dotkliwszy, że zwycięstwo istotnie było realne. Podczas kwalifikacji Kubica jeździł wyśmienicie, wywalczywszy trzecią pozycję startową. Na starcie zaś wyprzedził świetnie jeżdżącego, okupującego drugą lokatę w klasyfikacji generalnej Marka Webbera i już na samym początku wyścigu miał przed sobą tylko jednego rywala. Niestety, nie doczekaliśmy się emocji związanych z walką naszego rodaka o kolejny triumf w formule pierwszej.
Zdanie polskich kibiców podziela szef Renault Eric Boullier, który przyznał, że zakończenie weekendu z zerowym dorobkiem punktowym (kolega Kubicy z zespołu, Witalij Pietrow, odpadł już na pierwszym okrążeniu po stłuczce i uszkodzeniu bolidu) jest wielce rozczarowujące.